czwartek, 30 kwietnia 2009

Arch Linux zamiast Ubuntu

Dawno temu używałem RedHat 7. To był pierwszy linux na moim desktopie. Później Fedora - 1,2. Następnie załamanie - powrót do Windows (z lenistwa i podobno lepszego plug-and-play). Dalej Debian (testing, unstable), Kubuntu 6, Ubuntu 7, 8 i... Nabyłem doświadczenia w linuxie i uświadomiłem sobie - cholera, to idzie w kierunku Windows. Aktualizacje 1,5-2GB, auto-magiczne działanie (puste pliki konfiguracyjne, a działa!), spowolnienie po dłuższym użytkowaniu, gigabajty zbędnych danych/pakietów na dysku, rozruch ok 1-2 minuty, a community zalewa newsami o wyższości tapety Intrepida nad Jaunty.

Czas na zmianę. Za źródło wyboru nowego distro użyłem tego porównania dystrybucji. Główne kryteria to:
  1. czas ostatniej aktualizacji, aby zweryfikować czy maintainer nie dał sobie spokoju;
  2. częstość aktualizacji, aby nie czekać trzech lat na upgrade (debian stable)
  3. wiek distro (jak wino - im starszy, tym lepszy), aby nie wybrać "nowotworu" przygotowanego na podstawie Ubuntu przez jakiegoś nastolatka.
Następnie wybór wspomogłem za pomocą ciekawego quizu. Sugerował mi Ubuntu, Debiana lub Fedorę, ale to na pewno skutek zaznaczenia odpowiedzi "chcę mieć wszystko na talerzu, nie ważne jak". Zatem z przekory nie wybrałem tego, co otrzymałem w odpowiedzi. :)

Padło na Arch Linux.

Kilka uwag odnośnie instalacji:
  1. to nie jest distro dla początkujących
  2. do testów można użyć VirtualBox, ale u mnie nie działał prawidłowo XFCE;
  3. instalacja "ftp" dostarcza tylko kilkadziesiąt niezbędnych pakietów - zostajesz z terminalem i kontem roota sam na sam
  4. pacman (manager pakietów) świetnie sobie radzi z zależnościami, pakiety .tgz instalują się błyskawicznie
  5. trzeba spędzić trochę czasu na konfiguracji środowiska, bo instaluje się tylko to, czego się potrzebuje; może to potrwać łącznie kilka dni, mimo że sama instalacja podstawowa (core + X + XFCE + Firefox) to ok 2h roboty (jeszcze uważając, żeby poprzednie distro w razie czego też działało)
Użytkowanie:
  1. szybki jak cholera (ext4 + paczki skompilowane pod nowszą architekturę 686/x64), startup do gdm`a to ok 15s (bootchart z moimi custom usługami wskazuje 19s), XFCE startuje ok 5s z Guake i Gajim; gdyby nie softy gnome, to jeszcze byłoby szybciej, ale potrzebuję ich.
  2. wybrane usługi można odpalać równolegle (w tle)
  3. konfiguracja systemu leży w /etc/; wrócił stary, dobry rc.conf, rc.d i inittab
  4. xfce wyraźnie szybsze od Ubuntu, nawet Firefox reaguje żwawiej.
  5. jeśli chcę, używam Alsy, nikt nie wciska mi PulseAudio i problemów z nim związanych
Wady (?):

  1. przyzwyczaiłem się, że dziś niemal każdy soft dostępny jest do instalacji w deb`ach lub ma swoje repa; tu zostaje kompilacja, ale mało używam takiego "nietypowego" softu, a poza tym kompilacja nie jest straszna.
  2. prostota, szybkość, pełna kontrola nad konfiguracją uzależnia

0 komentarzy: